Przejdź do głównej zawartości

Epizod 1: nie mam czasu, nie chce mi się, ale to bez sensu



Pisząc tytuł tego postu od razu pojawił mi się szyderczy uśmiech na twarzy.
Okazuje się, że nie ma wyjątku. Tu jest reguła, która obowiązuje w każdej pracy, a mianowicie, gdziekolwiek się nie zatrudnimy, nie ważne w jakiej branży, zawsze znajdą się ludzie, którzy wręcz uwielbiają stosować tego typu odzywki na wszelkiego rodzaju prośby o wykonanie określonych zadań w pracy, zarówno te pilne jak i te mniej pilne. Mam takie "pewniaki", że za każdym razem nie spotyka mnie inna odpowiedź jak "nie mam czasu, nie chce mi się, ale to bez sensu".
Jakiś czas temu skończyłam czytać ciekawą i bardzo inspirującą książkę Roberta Cialdini "Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka".
Nie mogę napisać nic innego jak to, że polecam, bo warto. Powoli się uczę wywierania wpływu, ale myślę, że z czasem się uda opanować najważniejsze sztuczki, dwa sukcesy mam już za sobą.

Pamiętam, że na początku mojej kariery jako PMO (Project Management Office) nie wiedziałam jak sobie poradzić z opornością ludzi, którym się ciągle nie chce, którzy mnie zbywają coraz to ciekawszymi wymówkami.
Myślałam, że moją bronią na ich nazwijmy to negatywne nastawienie, będzie moja uprzejmość i chęć pomocy. Powiedzmy sobie to prosto w oczy, nie tędy droga, to nie działa na wszystkich.
A wręcz przeciwnie, obraca się to przeciwko nam, bo jeżeli ktoś okaże się sprytny to jeszcze wykorzysta naszą uprzejmość. Dlatego warto wiedzieć gdzie stawiać granice uprzejmości.

Dopiero po latach doświadczenia zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to oni są zależni ode mnie. Jeżeli czegoś nie zrobiłam dla szefa pisałam mu wprost z czego to wynika dając wszystkich do wiadomości. Reakcja w większości przypadków była natychmiastowa, robota była zakończona. Ale nie zawsze, ale tu już kłania się kultura pracy.
Ogólnie rzecz ujmując, zasada była prosta, jeżeli moja praca nie była wykonana, wszyscy wiedzieli z jakiego powodu tzn. nie dlatego, że ja nie wykonałam swojej pracy, tylko dlatego że komuś się nie chciało, ktoś nie miał czasu, ktoś uważał ją za bezsensowną.
Nie mogłam mieć do siebie pretensji za leserstwo innych.

Spotykacie takich ludzi w pracy? Na pewno.




Takie sytuacje dały mi też jedną ważną naukę, a mianowicie pokazały, że jako PMO stojące nad nimi i miliony razy proszące o wykonanie danego zadania jestem dla nich tylko jakimś PMO.
Ludzie żeby się zmobilizować i wykonać nawet to nudne, nikomu niepotrzebne z ich punktu widzenia zadania często potrzebują kogoś kto ich do tego zmusi. I tu kłania się rola Kierownika Projektu, tudzież bezpośredniego przełożonego. A co jeśli nawet to nie działa? Odpowiedź powinna być oczywista.

W swojej karierze zawodowej miałam przypadek osoby odpowiedzialnej za przejście kilku scenariuszy testowych. Mimo usilnych próśb, telefonów, maili, zaangażowania dyrekcji i bezpośredniego przełożonego, skończyło się tym, że to ja wykonałam pracę za tę osobę, ale tylko dlatego, że testy się kończyły i tylko ta część została do sprawdzenia. Co się stało z tamtą osobą? Nie wiem, ale jeżeli przyjdzie mi kiedyś z nią współpracować to najzwyczajniej w świecie odmówię. 

Najgorsze było jednak usłyszeć od Kierownika Projektu z którym współpracowałam, że  cytuję "ma w dupie to co robię i nie wykona wyznaczonego zadania". W sumie wtedy byłam już gotowa odejść z pracy, ale czekałam na odpowiedni moment, a przyszedł szybciej niż się spodziewałam.  Decyzji nigdy nie żałowałam, a odchodząc poczułam się szczęśliwa jak nigdy dotąd. Uwolniłam się od wampirów wysysających ze mnie energię, od ludzi którzy próbowali mi przy każdej nadarzającej się okazji udowodnić, że to co robię jest najzwyczajniej bezsensowne. Cieszyli się jeśli zrobiłam to za nich, a oni nie musieli nawet na to patrzeć. To przykre współpracować z takim towarzystwie, biorąc pod uwagę, że jako PMO starasz się ułatwiać ludziom ich pracę i odciążyć od obowiązków, ale na litość boską nie w taki sposób. 
Jak widać praca w PMO nie należy do najłatwiejszych i trzeba całe życie się uczyć, bo różnych ludzi spotykamy na swojej drodze.




Komentarze