... i za nic z nikim się nie podzielę.
Im więcej ludzi tym więcej charakterów. I tak też jest w pracy. Zawsze jednak miałam ochotę złapać za włosy i walnąć o stół takich trolli, którzy zamiast podzielić się wiedzą na jakiś temat najzwyczajniej w świecie milczeli.
Im więcej ludzi tym więcej charakterów. I tak też jest w pracy. Zawsze jednak miałam ochotę złapać za włosy i walnąć o stół takich trolli, którzy zamiast podzielić się wiedzą na jakiś temat najzwyczajniej w świecie milczeli.
Oglądaliście serial Punisher? Od razu przypomina mi się scena z pierwszego odcinka serialu jak główny bohater robi totalną rozwałkę w jednej z mafijnych knajp. Brutalne i nielegalne? Może i tak, ale czasami jedyne i skuteczne. No dobra, to tylko żart, ale coś w tym jest.
Odkąd zaczęłam pracę pamiętam jak ciężko było od niektórych osób wyciągnąć jakiekolwiek informacje. Przychodziłam, prosiłam, pisałam, a oni dalej uporczywie odpowiadali, że nie dadzą mi tych informacji. Ok, ich prawo myślałam, ale i tak ostatecznie nic na tym nie zyskali, bo informację otrzymałam od kogoś, kto nie miał problemu z ich przekazywaniem. Więc po co to wszystko? Po części rozumiem stanowisko tych uparciuchów, ale poprzez swoje zachowanie sprawili, że ja przestałam się dzielić wiedzą z nimi. Ich wybór.
Osobiście nigdy nie odmawiam ludziom pomocy i jeżeli tylko potrafiłam i miałam czas to z chęcią pomagałam. Zabawnie a zarazem przyjemnie jest potem usłyszeć w słuchawce: "czego chcesz znowu?:) no pewnie że ci pomogę, co prawda miałem robić co innego, ale.......".
Na ten temat mogłabym Wam opowiadać, ale to pewnie znajdziecie w fachowej literaturze, na portalach, internet jest pełen informacji na temat , dlaczego ludzie nie dzielą się wiedzą w pracy.
Natomiast ja opowiem Wam dość zabawny a zarazem pouczający przypadek z mojej pracy.
Kiedyś podjęłam kolejną pracę jako PMO. Osoba, którą miałam zastąpić, żeby nauczyć mnie tych typowych dla PMO obowiązków kazała mi zrobić instrukcję z tego co po kolei robię. Nie byłoby w tym nić dziwnego, gdyby nie fakt, że nie było to zbyt skomplikowane, a i okazało się, że takie instrukcje już istniały. Otóż, za każdym razem kiedy przychodził ktoś nowy do zespołu, ta osoba kazała przygotowywać im właśnie taką instrukcję o tym co wykonuje. No dobra pomyślicie, "przecież to dobra sprawa, ktoś zapamięta co ma dokładnie robić itp itd". Jak wszyscy w zespole uświadomiliśmy sobie tę sytuację to poza śmiechem postanowiliśmy utworzyć jeden dokument zlepiony ze wszystkich naszych obserwacji i umieścić na portalu "dla przyszłych pokoleń zaczynających karierę w PMO". To nie było nic co by wymagało aż tak naszego zaangażowania, a każdy kto później dołączał do zespołu miał gotowy materiał i mógł się tylko zapoznać i z niego korzystać. Tak, jedyną aczkolwiek istotną korzyścią z całego tego zdarzenia było to, że nikt z nas nie musiał później spędzać nie wiadomo ile czasu na tłumaczeniu nowym pracownikom, co należy krok po kroku zrobić. Instrukcja stworzona przez nas było łatwa i przyjazna w zrozumieniu.
Podsumowując „wszystko dobre, co się dobrze kończy”, ta osoba miała dobre intencje, moim zdaniem jednak był to przerost formy nad treścią. Nawet śmiałabym się posunąć do stwierdzenia, że chęć zwrócenia na siebie uwagi i zaimponowania szefowi. Po co angażować tyle osób w coś tak banalnego? Wystarczy zrobić coś raz a porządnie, a potem to pielęgnować żeby się rozwijało.

Komentarze
Prześlij komentarz
Treści niedozwolone i niezwiązane z przesłaniem bloga będą usuwane.