Ostatnio stale napotykałam się na ten oto cytat (trochę jakby mnie prześladował nie wiedzieć czemu)....i wtedy właśnie do mnie dotarło, że nie byłoby w tym cytacie nic nadzwyczajnego, gdyby nie ludzie którzy są obok mnie w pracy. Oraz to, że moja cierpliwość do przebywania z takimi ludźmi, którzy nie potrafią słuchać powoli się kończy. I nie mnie jednej.
Też macie ochotę wtedy wykrzyczeć takiej osobie: "Zamknij się w końcu, nie jesteś sam i inni też chcieliby coś powiedzieć!!!".
Ileż to razy chciałam to zrobić, jedyne co mnie powstrzymywało, to mój wewnętrzny spokój, albo coś w stylu "przecież nie jesteś Kierownikiem tego projektu, po co się odzywać, niech gada, szybciej skończy". Zadziwiający był spokój i cierpliwość innych uczestników spotkania, a może po prostu oni myśleli podobnie do mnie. A wiecie co było najgorsze? To, że tego spokoju i cierpliwości zazwyczaj brakowało tej "chwalipięcie". Jak we mnie wtedy buzowało. Miałam ochotę.....chyba nie muszę kończyć. Kiedyś, raz w życiu zwróciłam takiej osobie uwagę, i skończyło się to tłumaczeniami, że "on ma doświadczenie i wie co mówi" Chyba nie wymaga to komentowania.
To niesamowite jak długo takie osoby potrafią mówić "a ja to", "a ja tamto" i nie dopuszczają przy tym do słowa innych, a jak już to zrobią to podsumują spotkanie słowami, że ich pomysł jest najlepszy i najlepiej będzie to zrobić po ich myśli. Oczywiście inni dla świętego spokoju najczęściej godzą się na takie rozwiązanie, bo mają już dość słuchania przechwałek.
Często zastanawiam się co kieruje takimi "chwalipiętami"? Czy to chodzi o doświadczenie w projektach? Ale czy doświadczenie powinno mieć przełożenie na wszystko? Skąd wiadomo, że inne rozwiązanie nie będzie lepsze, skoro go nie sprawdzono?
No i tu mamy impas, doświadczony Kierownik Projektów vs. rozwiązanie, które nie przemawia do tego Kierownika Projektów. Jak podejść do takiej sytuacji? Najgorszym jest z pewnością ten opisany powyżej, czyli decydowanie się na coś dla świętego spokoju. Uważam, że powinniśmy się na nie godzić tylko i wyłącznie wtedy jeśli jesteśmy o nim przekonani, bądź nie mamy innego dobrego pomysłu.
Pytanie czy te "chwalipięty" są świadomi tego, że ich postępowanie nie wpływa korzystnie na ich wizerunek.
Moim skromnym zdaniem dużo ludzi ich nie lubi, chyba bardziej toleruje. Ale nie o sympatie w pracy przecież chodzi tylko o sukces projektu, firmy itp.
Problem leży w tym, że ludzie później nie chcą i stronią od współpracy z takimi osobami. I w tym jest największy problem. Bo przecież projekt się może udać mimo wszystko, ale czy na pewno osiągnie wszystko to co zakładał? Przecież zawsze mógł osiągnąć więcej.
Nie raz słyszałam, "och, jak dobrze, że ten projekt się już skończył, miałem dość już współpracy z tym i owym. Ciągle tylko "a ja to, a ja tamto". Ileż można było tego słuchać. Nareszcie święty spokój".
No cóż chyba najlepszym podsumowaniem tego postu i tych wszystkich przechwalających się ludzi jest treść załączonego obrazka. Nic dodać nic ująć.
Pytanie czy te "chwalipięty" są świadomi tego, że ich postępowanie nie wpływa korzystnie na ich wizerunek.
Moim skromnym zdaniem dużo ludzi ich nie lubi, chyba bardziej toleruje. Ale nie o sympatie w pracy przecież chodzi tylko o sukces projektu, firmy itp.
Problem leży w tym, że ludzie później nie chcą i stronią od współpracy z takimi osobami. I w tym jest największy problem. Bo przecież projekt się może udać mimo wszystko, ale czy na pewno osiągnie wszystko to co zakładał? Przecież zawsze mógł osiągnąć więcej.
Nie raz słyszałam, "och, jak dobrze, że ten projekt się już skończył, miałem dość już współpracy z tym i owym. Ciągle tylko "a ja to, a ja tamto". Ileż można było tego słuchać. Nareszcie święty spokój".
No cóż chyba najlepszym podsumowaniem tego postu i tych wszystkich przechwalających się ludzi jest treść załączonego obrazka. Nic dodać nic ująć.

Komentarze
Prześlij komentarz
Treści niedozwolone i niezwiązane z przesłaniem bloga będą usuwane.