Po długim kryzysie w pracy ( a trwał blisko 2 lata) przyszedł w końcu ten upragniony moment, kiedy wszystko układa się jak powinno. Dość już zadawania sobie ciągłych pytań: po co ja to robię? Czego robię to tak a nie inaczej? Dlaczego ci wszyscy ludzie są tacy męczący? Teraz jest czas na budowanie swojego królestwa, miejsca pracy do którego wracam co dzień z radością, gdzie każde zadanie jest ciekawym wyzwaniem, gdzie nie boję się angażowania w żadną pracę i ... tylko popijam kubek ciepłej herbaty, podjadając przy tym moje ulubione żelki i marzę, aby na chwilę wyrwać się w ukochane góry. Nie, to nie znaczy, że uwolniłam się w stu procentach od tych toksycznych zachowań ludzi z którymi codziennie współpracuję, od głupich komentarzy na temat sensu wykonywanej pracy, od lenistwa ludzi i ich „niechciejstwa” do współpracy. Ja w końcu ułożyłam sobie to, dostosowałam się, i dzięki temu pracuję i jestem zadowolona. O to właśnie chodziło, abym ja była zadowolona, a nie inni. Zd...
czyli o codzienności pracy w zespole PMO