Był taki czas w pracy, że miałam na swojej głowie kilka projektów do wsparcia. Dzień jak co dzień, mnóstwo różnych wyzwań i załatwianie niemożliwego. Dodatkowo doszedł czynnik zwany wakacjami, a więc ciężko było cokolwiek załatwić na czas.
Któregoś wakacyjnego dnia - pod nieobecność Kierownika Projektu - zadania jednego z projektów zostały delegowane na mnie, a dodatkowo członek zespołu miał przygotować jak najszybciej materiał, od którego zależała dalsza realizacja projektu. Tylko on miał wiedzę na ten temat i jedyne co mogłam zrobić to zapytać, czy w jakimś zakresie mogę go wesprzeć. Nie musiałam, ale zapytałam. Kiedy dobiegł czas na wysłanie materiału i chciałam uzyskać potwierdzenie pewnych istotnych elementów spotkałam się z agresją oraz dało się wyczuć wywyższanie w głosie tzn. „przecież wysłałem materiał, nie czytałaś? nie wiesz?”. Nie poddawałam się mimo mojej niewiedzy i próbowałam potwierdzić informacje, ale niestety „ściana była za gruba”. Odpuściłam. Nie było sensu drążyć tematu, bo w końcu czułam, że ta osoba nie chce mi pomóc.
Nie raz dano mi odczuć, że na swoim stanowisku jestem małym trybikiem i ludzie nie traktują mnie poważnie. Czasami wręcz jak powietrze. Nie raz wracałam po takiej sytuacji wściekła i klęłam w duszy na taką osobę.
Któregoś wakacyjnego dnia - pod nieobecność Kierownika Projektu - zadania jednego z projektów zostały delegowane na mnie, a dodatkowo członek zespołu miał przygotować jak najszybciej materiał, od którego zależała dalsza realizacja projektu. Tylko on miał wiedzę na ten temat i jedyne co mogłam zrobić to zapytać, czy w jakimś zakresie mogę go wesprzeć. Nie musiałam, ale zapytałam. Kiedy dobiegł czas na wysłanie materiału i chciałam uzyskać potwierdzenie pewnych istotnych elementów spotkałam się z agresją oraz dało się wyczuć wywyższanie w głosie tzn. „przecież wysłałem materiał, nie czytałaś? nie wiesz?”. Nie poddawałam się mimo mojej niewiedzy i próbowałam potwierdzić informacje, ale niestety „ściana była za gruba”. Odpuściłam. Nie było sensu drążyć tematu, bo w końcu czułam, że ta osoba nie chce mi pomóc.
Nie raz dano mi odczuć, że na swoim stanowisku jestem małym trybikiem i ludzie nie traktują mnie poważnie. Czasami wręcz jak powietrze. Nie raz wracałam po takiej sytuacji wściekła i klęłam w duszy na taką osobę.
Ale nie tym razem, bo pomogła mi książka Dale’a Carnegie „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”. Zdałam sobie sprawę, że nie warto przejmować się takimi zachowaniami, bo one nas niszczą wewnętrznie, a zamartwianie nie jest nam do niczego potrzebne. Tylko psują nam humor, a my psujemy innym, bo zazwyczaj tak jest, że jak ktoś nas skrzywdzi i zezłości to my odreagowujemy na innych. I to jest złe. Nauczyłam się panować nad swoimi emocjami, a to był pierwszy sprawdzian. Zdałam!!!
Postanowiłam więc przyjąć założenia wskazane w materiale bez wdawania się w szczegóły. Podeszłam do tego pewna siebie i przyjęłam, że skoro przygotował to fachowiec to znaczy, że wie co robi. Kierownik Projektu po powrocie z urlopu powiedział, że bardzo dobrze postąpiłam w tej sytuacji.
Pewność siebie, wykonywanie zadań z radością sprawi, że życie i praca stają się prostsze i łatwiejsze.
Nie przejmujmy się emocjami innych, tylko nauczmy się panować nad swoimi to klucz do wewnętrznego spokoju.


Komentarze
Prześlij komentarz
Treści niedozwolone i niezwiązane z przesłaniem bloga będą usuwane.